Uczucie w dźwięku - Apoteoza

 

„Uczucie w dźwięku” jest działaniem artystycznym rozpiętym pomiędzy teatrem a muzyką. Każdy obraz, każde słowo, każda historia, każdy ruch, każda melodia i każdy dźwięk są ze sobą powiązane, tworząc bardzo specjalną atmosferę. Spektakl mówi o miłości, radości, ale także o samotności, a przede wszystkim o wrażliwości. Jest pełen energii i zarazem delikatny i sensualny w odbiorze.

 

„Uczucie w dźwięku” jest zaproszeniem do wędrówki po świecie skojarzeń. W spektaklu zostały wykorzystane fragmenty tekstów, pieśni oraz działań, które w ciągu ostatnich lat towarzyszyły teatrowi w artystycznej wędrówce. Aktorzy wspominają przyjaciół, odległe kultury, przebyte ścieżki, opowiadają o wrażliwej duszy każdego z nich. Unosząc się w swego rodzaju transie osiągają atmosferę zwierzeń i intymnych opowieści. Każdy z elementów spektaklu ma w sobie moc wspomnienia ulotnych chwil, którymi chcą się oni podzielić.

 

W spektaklu wykorzystane zostałynajpiękniejsze utwory tworzone przez człowieka, które powstały wyłącznie z niepokoju duszy. Jest to zbiór pieśni z Armenii, Gruzji, Ukrainy, Skandynawii, Bałkanów, Korsyki i Hiszpanii. Każda z nich niesie historię pewnej prawdy o człowieku, opowiadaną ównie śpiewem i instrumentami (klarnet, gitara, gitara basowa, akordeon, cajon). Jest to spektakl, którego bohaterem jest muzyka, najbardziej uniwersalny środek przekazu. Sposób w jaki mówi o pojednaniu z naturą i światem sprawia, że staje się onprawdziwą ucztą dla duszy.

 

„Uczucie w dźwięku” jest podwójnym spotkaniem. Grający w spektaklu aktorzy są grupą przyjaciół z różnych krajów (Polski, Armenii, Czech, Gruzji i Stanów Zjenoczonych), którzy spotykają się i działają razem szukając i dbając o wspólne napięcie. Po wtóre jest to spotkanie z publicznością, która staje się uczestnikiem spotkania zaproponowanego i aranżowanego przez Teatr Brama.

 

Reżyseria Daniel Jacewicz

Występują  Feauke Gileman, Aleksandra Nykowska, Anna Rynkiewicz, Dorota Ziemińska, Jenny Crissey, Lena Witkowska, Daniel Jacewicz, Marcin Styborski, Alejandro Parages Martinez, Piotr Nykowski.

Obsługa akustyczna Jacek Gałkiewicz    

Oświetlenie Marcin Wańdoch

Premiera marzec 2010

 

ZDJĘCIA ZE SPEKTAKLU

 

MUZYKA ZE SPEKTAKLU

 

FILMY ZE SPEKTAKLU

 

FRAMGENTY RECENZJI

 

Z Ukrainy...

"Czasami wydaje się, że Polska to najbardziej teatralny kraj w Europie. Prawie każde miasteczko posiada swój, czy to państwowy, czy prywatny teatr. I taki jest Teatr BRAMA - niezależny, alternatywny teatr z małego miasteczka Goleniów. Możliwość zobaczenia przez ukraińską publiczności tego niezwykłego (dla ukraińskiej rzeczywistości teatralnej) spektaklu możliwe było dzięki nieinstytucjonalnemu Teatrowi na Żukach, który zaangażował się w zaproszenie polskiego zespołu. Projekt wspierany był przez Ministerstwo Kultury RP, Instytut Adama Mickiewicza i Instytut Polski w Kijowie.

Teatr "Brama" - teatr muzyczny. W ukraińskiej definicji "teatr muzyczny" kojarzy się przede wszystkim z teatrem musicalu, operetki i opery . "Brama" jest z gruntu innym formatem muzycznego teatru. I to nie tylko dla Ukrainy, ale także dla Polski. Spektakl „Uczucie w dźwięku” w reżyserii Daniela Jacewicza nieco przestrzega zasad teatru Jerzego Grotowskiego, zwanego "teatrem ubogim". W tym teatrze świadomie zrzeka się wszelkich teatralnych efektów, scenografii, kostiumów, makijaży. Najsilniejszą estetyka Teatru "Bramy" staję się całkowicie ekologiczny śpiew , który jest niemal jedyną formą istnienia aktorów.

Spektakl "Uczucie w dźwięku" jest naturalną konsekwencją rozwoju i wzrostu profesjonalności Teatru Brama. Jego premiera odbyła się w 2010 roku. Reżyser wraz z aktorami mówi o wartościach ludzkich i  pierwotności życia. Nie są aż tak ważne poszczególne historie jak ważnym staje się poczucie jedności człowieka i wszechświata. Język wszechświata - język sztuki. Racjonalnie wiem, że  nieskończone istnienie jest niemożliwe, ale można je poczuć. Muzyka jako najbardziej abstrakcyjna forma sztuki ma bezpośredni wpływ na podświadomość i emocjonalność człowieka. W spektaklu  Teatru "Brama" muzyka tworzy rzeczywistość, która jest zrozumiała dla każdego, niezależnie od narodowości. Na scenie brakuje scenografii, aktorzy ubrani są na czarno. Grają bez makijażu, bez rekwizytów, mają tylko instrumenty muzyczne w swoich rękach, z których wydobywają niezwykłe brzmienia tworzące bardzo bogaty muzyczną przestrzeń.

Oglądając spektakl  czujemy, że dekoracje i kostiumy nie są potrzebne, gdyż muzyką i śpiewem aktorzy wypełniają całą przestrzeń sceniczną. Muzyka gęstnieje i osiąga swoją kulminację. Dźwięk polifonii wybrzmiewa we wszystkich czterech wymiarach rzeczywistości. Następnie wydaje się, że nawet aktorzy tracą ludzką postać i stają się skoncentrowanym dźwiękiem.

Spektakl oparty jest na pieśniach tradycyjnych, które były gromadzone podczas podróży, kiedy teatr był w trasie. Te dzieła sztuki ludowej, nie stworzone są dla racjonalnego zrozumienia świata. One zanurzają się w doświadczeniach wielu pokoleń ludzi, ich bólu, nadziei i duchowego dziedzictwa. Aktorzy pozwalają doświadczyć uniwersalności tych aspiracji, jedność ludzkości i syntezę kultur.

Aby przekazać widzowi ideę Daniel Jacewicz odnosi się do pierwotnego źródła teatru - do rytuału, gdzie wszystkie sztuki są nierozerwalną jednością i jest integralną częścią ludzkiej świadomości. Spektakl "Uczucie w dźwięku" zabiera widza w całości. Ten aktor rozmawia z publicznością "z serca do serca." Ten  teatr bazuje na rytuale. W tym symbolicznym akcie zjednoczenia zaczyna się spektakl: aktorzy osobiście witają każdego widza i uczą nas, że nie możliwe jest patrzeć obojętnie - jesteśmy zaproszeni do udziału.

Aktorzy są bardzo szczerzy, oni po prostu są na scenie, wszystko jest tu i teraz. Chociaż mają wyraźnie ustaloną partyturę, pozwalają sobie na dużo improwizacji. Jest to przykład  bardzo otwartego teatru: z żywą rozmową, z duchowym dialogiem z widzami. Dlatego niemożliwe jest być obojętnym. Akcja oparta jest na kontrastach: od cierpienia do radości, od nienawiści do miłości - jest to rodzaj jazdy roller coasterem dla duszy, który zapiera dech w piersiach powodując nierzadko w oczach łzy.

Jest to jeden z niewielu spektakli, podczas którego widz czuje prawdziwe katharsis. Pod koniec spektaklu ma się  dziwne uczucie, że jest się  na scenie z aktorami. Empatia jest zmaksymalizowana, jesteśmy w jakimś transie. I nagle paradoksalnie następuje zakończenie. Aktorzy stoją w kręgu tyłem do widowni i śpiewają do siebie wokół świecącego słupa światła. Na pierwszy rzut oka, widz jest zmuszony być na zewnątrz, a uwaga nie jest skierowana do publiczności tylko do środka kręgu. Jednak w rzeczywistości, nieoczekiwane czujemy się wraz z nimi. Ponadto wydaje się, że ten słup światła jest dla każdego z nas. Wszyscy - tam, w środku, lśniące białe nici, a cała energia skoncentrowana jest w tym momencie.

Polski Teatr "Brama" - zasadniczo inny od ukraińskiego teatru i teatru muzycznego w naszym odczuciu. Jest on alternatywą, ale również teatrem intelektualnym i awangardowym. Czuć u niego gotowość do udziału w uniwersalnym dialogu. Otwartość i szczerość aktorów stworzyły niebywałe widowisko dla ukraińskiej publiczności"

 Źródło: Portal Kultury - UKRAINA

Autor: Svetlana Bazhenova

 

 

„Zobaczyć muzykę”

W materiałach teatru można przeczytać, że "Uczucie w dźwięku - Apoteoza jest działaniem artystycznym rozpiętym pomiędzy teatrem a muzyką. Każdy obraz, każde słowo, każda historia, każdy ruch, każda melodia i każdy dźwięk są ze sobą powiązane, tworząc coś, to możemy nazwać atmosferą". Muzyczny spektakl Teatru Brama faktycznie potrafi wprowadzić widza w pewien klimat czy nawet rodzaj transu, bowiem muzyka przedstawiana widzom przez tę grupę jest odbierana nie tylko słuchem, ale i wzrokiem. Brzmi to cokolwiek absurdalnie, ale warto pójść na spektakl, by się o tym przekonać.

Kwestia związana z warstwą muzyczną spektaklu, której każdy słuchacz, jeśli mu tylko słoń na ucho nie nadepnął, nie powinien mieć nic do zarzucenia. Po pierwsze wszystkie wątki muzyczne wykonane zostały niezwykle profesjonalnie, a po wtóre jedynie gra wraz z muzyką wykonawców Teatru Brama potrafiły przekazać te znaczenia, które miały dotrzeć do widza w zamierzeniu twórców widowiska. Ciekawa jest również różnorodność lingwistyczna pieśni w Uczuciu w dźwięku - apoteozie. Uwagę należy zwrócić również na znakomite nagłośnienie i akustyczne wykorzystanie przestrzeni Teatru Ósmego Dnia.

Uczucie w dźwięku - apoteoza pozostaje jednak teatrem muzycznym i jako takiemu nie mam wiele do zarzucenia. Na ten spektakl warto iść, choćby tylko po to, by posłuchać dobrej muzyki i zobaczyć uczucia wraz z nią przekazywane, które naprawdę nie trącą fałszem.

Marta Muszak Teatralia Poznań

 

 

 

„Historia pewnego spotkania”

Potężna moc tego spektaklu, zdolnego połączyć obcych sobie ludzi, leży w gotowości każdego aktora Teatru Brama do przyjęcia muzyki całym sobą - o przedstawieniu "Uczucie w dźwięku" w reż. Daniela Jacewicza prezentowanym na Festiwalu Teatrów Błądzących w OPT Gardzienice pisze Agata Łuksza z Nowej Siły Krytycznej.

Gdy widzowie wchodzą do gardzienickiej Szopy, przedstawienie Teatru Bramy z Goleniowa już trwa. Na zewnątrz jest okrutnie zimno i mgliście, wewnątrz gorąca atmosfera natychmiast rozgrzewa skostniałe ciało, jeszcze skuteczniej niż gorąca woda z sokiem malinowym, którą można się posilać w sąsiedniej Chacie. Aktorzy wykonują Bésame mucho, tańczą, śmieją się, zapraszają widzów do współuczestnictwa. Bo właśnie o spotkaniu człowieka z człowiekiem (Spotkaniu?) jest spektakl "Uczucie w dźwięku" w reżyserii założyciela Teatru Brama, Daniela Jacewicza. A może powinnam napisać, że nie tyle jest o spotkaniu, ile po prostu jest spotkaniem?

***

(…)      Zredukowana niemal do zera scenografia i ascetyczne, czarne stroje aktorów pozwalają objawić się w pełni muzyce i wyzwalanym przez nią emocjom. Umiejętności warsztatowe, talent muzyczny, czystość głosu i znakomite wyczucie rytmu imponują u tak młodych aktorów, jednak byłyby jedynie pustą formą, gdyby zabrakło w nich uczuciowej prawdy. Potężna moc tego spektaklu, zdolnego połączyć obcych sobie ludzi, leży w gotowości każdego aktora Teatru Brama do przyjęcia muzyki całym sobą. Należałoby powiedzieć, że to nie aktorzy wyrażają się w pieśni i tańcu, lecz taniec i pieśń wyrażają się poprzez aktorów. "Uczucie w dźwięku" przypomina seans, w którym zamiast duchów wywoływane są uczucia - radość, rozpacz, samotność, miłość we wszystkich swych odcieniach kolejno zjawiają się na scenie, wstępując w aktorów użyczających im swoich ciał.

Muzyka, łącząc w sobie doświadczenie jednostkowe i archetyp, staje się platformą do spotkania nie tylko aktorów z widzami, ale też przeszłości z teraźniejszością i różnych - w tym odległych geograficznie - kultur. To dlatego podczas "Uczucia w dźwięku" można zaryzykować, rozpłynąć się w muzyce i spotkać drugiego człowieka. O tym jak trudno o takie spotkanie, jak często zamykamy się na innych ludzi i tworzymy samotne wyspy, świadczy improwizacja jednej z aktorek Teatru Brama, Jenny Crissey. Aktorka pod wpływem dwudniowych obserwacji zachowania zespołów teatralnych zaproszonych na FTB, których członkowie obwarowali się we własnych grupach, zaapelowała do publiczności - złożonej przede wszystkim z innych młodych aktorów - do podjęcia próby otwarcia się na nowych ludzi, do nawiązywania kontaktów z nieznajomymi uczestnikami festiwalu. W ramach natychmiastowej praktyki widzowie mieli za zadanie zapoznać się z przynajmniej jedną osobą na sali.

Ten doklejony do przedstawienia fragment, będący spontaniczną reakcją na zakulisowy przebieg festiwalu, wydał mi się szczególnie niepokojący. Festiwal Teatrów Błądzących w Gardzienicach, organizowany głównie przez młodych aktorów z Akademii Praktyk Teatralnych pod hasłem Włodzimierza Staniewskiego "Błądzący wszystkich krajów świata łączcie się", różni się radykalnie od większości imprez określanych mianem "festiwalu", w których uczestniczą setki widzów nie-praktyków przychodzących na wybrane przedstawienia. Tak zwanych widzów "z miasta" na FTB można zazwyczaj policzyć na palcach jednej ręki, wydaje się jakby "zabłądzili" w innej czasoprzestrzeni - aktorzy występują przede wszystkim przed innymi aktorami, a wspólne przebywanie w Gardzienicach ma służyć wymianie idei, pomysłów, konstruktywnej krytyce, a także nawiązywaniu przyjaźni, nie tylko artystycznych. Czyżby idea miała okazać się martwa?

Po spektaklu odbył się panel dyskusyjny, prowadzony przez Ireneusza Guszpita, podsumowujący dotychczasowe przedstawienia festiwalu. Niewiele osób na niego przyszło, na ławach w przytulnej, ogrzewanej kominkiem Chacie - ku mojemu zaskoczeniu - zasiadła tylko część aktorów Teatru Bramy i co znamienne, nikt z nich nie zabrał głosu. Panel okazał się kompletną porażką - młodzi ludzie nie chcieli w tej przestrzeni dzielić się ze sobą swoimi doświadczeniami ani jako widzowie, ani jako twórcy. Do żadnego "spotkania" nie doszło. Pozostaje mieć nadzieję, że dyskusje zaiskrzyły gdzie indziej, tam, gdzie wzrok recenzenta nie sięga. W przeciwnym razie przesłanie "Uczucia w dźwięku" pozostaje jedynie utopią, która zaistniała wyłącznie na kilkadziesiąt minut na scenie i umarła wraz z ostatnim dźwiękiem. Świadczyłoby to o wielkiej sile teatru, ale zarazem i o jego bezradności i nieubłagalnej iluzyjności. Może zatem nie bez powodu w pamięci wyraźniej zapisał mi się obraz aktorów śpiewających "Kyrie Eleison" w maskach gazowych niż radosne pieśni, do których siedzący na widowni aktorzy hiszpańskiego teatru "Espacio Espiral" spontanicznie klaskali, nucili i wybijali rytm stopami.

Agata Łuksza
Nowa Siła Krytyczna
24-10-2011


 

„Olecko”

Od pierwszych chwil spektaklu artyści przejęli role gospodarzy. Z uszanowaniem widzów witali, wskazywali miejsca, obdarowywali uśmiechem, muzyką i dyskretnym pląsem.

Słowo, choć to wydaje się niemożliwe, jest chwiejne i niejednoznaczne. Słowem trudno świat wyrazić, opisać emocje. „Kocham” tyle razy wypowiedziane za każdym razem znaczy co innego, zarówno dla wypowiadającego jak i obdarowanego. Słowa bywają fałszywe, okrutne, zgubne uładzone i poprawne. Nigdy pełne. Słowami trudno się z człowiekiem spotkać, wyjść mu naprzeciw, pokazać duszę. Tym bardziej, że ludzie jeszcze bardziej swoją samotność potęgując, języki pomieszali. Jak więc drugiemu człowiekowi swoją historie opowiedzieć, jak mu uczucia okazać, jak wyrazić radość ze spotkania?

Można stanąć na scenie i długi monolog wygłosić. Szczery, uczciwy, radością przepełniony. Ale czy to wystarczy? Czy to pozwoli, w tak krótkim czasie, życie opowiedzieć i z drugim człowiekiem święto odnaleźć?

Można spróbować tak jak artyści goleniowskiego Teatru Brama w przedstawieniu „Apoteoza. Uczucie w dźwięku” śpiewem i tańcem wszystko wyrazić.

To był najbardziej z ducha Sztamy wynikający spektakl, rodzaj bliskiego spotkania, z nami, widzami, w tym konkretnym miejscu. W Olecku. Artyści przynieśli swoje historie, doświadczenia i nam je ofiarowali. Siedli z nami do wspólnego stołu i zaczęli misterium spotkania.

W śpiewaniu świat swój cały opisali. Własne tęsknoty, doświadczenia, historie napotkanych ludzi, przyjaciół, nieznajomych. Ich pozdrowienia nam przekazali. Przez to ich marzenia naszymi się stały. Ileż namiętności i odwiecznych, miłosnych melodramatów w jednym krótkim tańcu zawarli. A czyż pieśń o matce nie była naszą pieśnią? Czy trzeba było wielu słów byśmy tego wieczoru wszyscy odbyli podróż w odległe rejony naszego świata? Czy trzeba było wielu słów, byśmy się wszyscy w ten jeden wieczór poczuli przyjaciółmi, byśmy pojęli jaka siła wypływa ze spotkania z drugim człowiekiem? Proste, piękne, szczere i radością przepełnione przedstawienie.